Najlepsze i najgorsze reklamy z Polski i świata. Analizy, media, formy - czasem śmiesznie, czasem strasznie, czasem sentymentalnie.










Google

Zjadamy Reklamy on Facebook




Blog > Komentarze do wpisu

Bond to marka

Nie mogłam nie iść na nowego Bonda. Cokolwiek by ktokolwiek mówił o Quantum of Solace, to - heloł - to jest Bond. Na Bonda się idzie i już. Oglądanie agenta Jej Królewskiej Mości, poza tym, że dostarcza rozrywki i jest po prostu świetną zabawą, jest też doświadczaniem marki. Bo James Bond to marka i to podręcznikowa wręcz. Nie wierzycie? A proszę.

Definicji marki jest wiele, ale najbliższa mi jest chyba ta Kalla: Marka to kombinacja produktu fizycznego, nazwy marki, opakowania, reklamy oraz towarzyszących im działań z zakresu dystrybucji i ceny, kombinacja, która odróżniając kombinację danego marketera od ofert konkurencyjnych, dostarcza konsumentowi wyróżniających korzyści funkcjonalnych lub symbolicznych, dzięki czemu tworzy lojalne grono nabywców i umożliwia tym samym osiągnięcie wiodącej pozycji na rynku.  

James Bond jest jak najbardziej fizyczny. Aż do bólu, rzec by można. Nazwa też ma się dobrze. Opakowanie? Oprócz opakowania Bonda, a do roli agenta brane są naprawdę smakowite kąski, mamy również również opakowanie samej idei Bonda - gadżety, rewelacyjne sceny akcji, piękne kobiety. Everything. Bonda sprzedają nie tylko reklamy filmów, ale tez tych wszystkich firm, które pod Bonda, jak pod igrzyska, chcą się podczepić, a których produkty wystepują w filmie. Dystrybucja? A które kino nie chce grać Bonda, na którego tak wielu chce pójść? Swoją cenę też trzeba zapłacić, bo sceny z najnowszych Bondów, nie nadają się na oglądanie na komputerze wersji nagranej w kinie. Nawet jeśli puścicie to sobie na swoim telewizorze plazmowym i tak będzie kicha. Nie o to, nie o to w Bondzie chodzi. Filozoficznie do tego podchodząc, idąc na Bonda płacisz też cenę dużo wyższą. Cenę świadomości, że nigdy taki nie będziesz. Idziemy dalej?

Wymieniane w podręcznikach cechy marki to:

- swoisty indywidualizm,
- osobowość,
- emocjonalne korzyści,
- reprezentowanie określonej kultury,
- kojarzenie z jakością i ceną produktu,
- wartość dodana.


No to po kolei...

Swoisty indywidualizm

Nie ma drugiego takiego agenta jak James Bond. Żaden nie jest tak sprawny, tak inteligentny, nie ma tylu tak nie z tej ziemi gadżetów i nie łapie kobiet na papeterię. Mówisz tajny agent - myślisz James Bond. A jeśli myślisz inaczej, to - jakimś niewytłumaczalnym i koszmarnym zbiegiem okoliczności - nie słyszałeś nigdy o Bondzie. Ale ponieważ mówimy o akcji, a nie science-fiction, odrzućmy tę ewentualność. Poza tym, czy jest większy indywidualista wśród szpiegów? Bond wie swoje i to, co planuje zrobi po swojemu. Nawet jeśli nie podoba się to górze. Bond żyje sam i nie wiąże się z żadną kobietą. A przynajmniej nie na dłużej niż 2 godziny na ekranie. 

Osobowość 

Zostawmy charakter samego Jamesa Bonda i spójrzmy na to szerzej. Kiedy widzisz taki motyw, co Ci się kojarzy? 

 

A kiedy słyszysz pierwsze dźwięki tego: 

 

o czym myślisz? Filmy z Bondem to doskonale zgrana machina obrazu i dźwięku. Machina, której tryby rozponajesz od razu. I wiesz, że to właśnie to. To jest osobowość. 

Emocjonalne korzyści

Oglądanie filmów z Bondem to rozrywka w czystej postaci. Bond jest przystojny, kobiety piękne, obrazy dopracowane, sceny akcji zapierają dech w piersiach, a to, że wczuwasz się w film sprawia, że przez blisko 120 minut czujesz się jak spełniony męzczyzna, który ma wszystko - najnowszy sprzęt, fascynujące życie i piękną kobietę pod sobą, na sobie, przed sobą, obok siebie... 

Reprezentowanie określonej kultury

Nowoczesnej, że tak to ujmę. Każdy Bond jest nie tylko osadzony w aktualnych realiach tego, co się dzieje. On wybiega w przyszłość. W filmach odnajdziemy wszystkie możliwe zdobycze cywilizacji and much more. Bond wykorzystuje videokonferencje, telefon komórkowy, łączy się z centrala, która łączy się z siecia i przeszukuje swoje przepastne serwery, żeby podać Bondowi te informacje, których on potrzebuje. Bond jest nowoczesny i multimedialny. Jak czasy, w których żyjemy. 

Kojarzenie z jakością i ceną produktu 

Bonda ubiera Tom Ford, agent nosi zegarek Omegi (dokładnie model Seamaster Diver 300m), jeździ Astonem Martinem i pije Smirnoffa Black. Wszystko czego używa jest wypasione i najwyższej jakości. Kobiety też.

Wartość dodana

Oj, można by tu się rozpisywać czym byłby świat bez Bonda. Sama rozrywka jest wartością dodaną. To, że popisującego się znajomego, który po kilku głębszych próbował być bardziej sprawny niż ustawa przewiduje i złamał przy tym nadgarstek, możesz wyśmiewać, że Bond z niego żaden, też jest wartością dodaną. To, że nową technologię, która pozwala Ci na więcej, nazwiesz w myślach bondowską, też jest wartością dodaną. Tak samo jak świetne utwory, których możesz posłuchać tylko dlatego, że motyw z Bonda jest taki, a nie inny. A na imprezie, kiedy spytają Cię co pijesz powiedz "Martini - wstrząśnięte nie mieszane", a znajomi uśmiechną się ze zrozumieniem. Bo może Bond z Ciebie żaden, ale teksty, które łapie każdy łączą.

wtorek, 11 listopada 2008, eirena

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/11/11 08:57:48
I to wszystko składa się na sukces Bonda. Ciekawy jestem czy dożyje 100 odsłony agenta ;-) ? Chociaż powiem szczerze, że starsze Bondy wykazywały więcej ironii, obecne są bardziej poważne, ale mimo wszystko przyjemnie się to ogląda...
-
2008/11/11 09:30:50
Co do k....? Jaki spam? Blox jest najbardziej ch..ową platformą blogową.

Nie mogę umieścić komentarza, bo to rzekomo spam.

Eirena, jak mam to obejść?
-
2008/11/11 10:56:10
Ciekawa bondowska wiwisekcja. Dziś Bond stał się produktem w stopniu w jakim nigdy jeszcze nie był. Do cech szczególnych, które wymieniłaś dodałbym jeszcze zmienność trendów, nadążanie za modami.
-
2008/11/11 10:58:46
To jest coś, co mnie szczególnie zniechęca do nowych części. Oto przykład: Pamiętasz scenę z royale, gdy Craig z ogoloną klatą wyłania się niczym Wenus z piany morskiej? Rzecz dzieje się na plaży i gdy tak Bond moczy nogi w wodzie, 200 metrów piękna kobieta go dostrzega i nie może oderwać oczu. Ja w to nie wierzę!
-
2008/11/11 11:00:14
Taka laska nie poleci na gostka w kolorowych majteczkach.

Kiedy Pierce Brosnan wszedł w smokingu na bankiet i z Martini w dłoni uwodził laski, to ja to kupowałem, że miękną w oczach (i nogach). To mnie przekonywało. Zwłaszcza, że miał świetną bajerę.

Wydepilowany mięśniak z krzywą szczęką musi się znacznie bardziej natrudzić. Ale zastrzegam, że uważam Craiga za wybornego aktora (przypominam Monachium).

Do tej zmienności trendów dorzuciłbym jeszcze pseudoemancypację bondowskich dziewczyn. Kiedyś Bond był narzędziem wojennym w walce z ruskimi. To był piękny czas dla literatury szpiegowaskiej (jeden z moich ulubionych gatunków).

Dziś zakochany Bond, jak w szkole, bije wszystkich, którzy powiedzą coś o jego dziewczynie.

Najlepszy Bond, to Goldeneye, z mroczną muzyką Erica Serry. Było tam wszystko czego wymagam od niego.

Wygląda, że za Bonda, jak za PO, wzięli się spece od wizerunku. Czyli nie może być za ładny, za mądry i w ogóle, bo przecież mają go kupić tacy właśnie faceci. Jest jak dobry pornol, w którym facet ni może być zbyt dobrze obdarowany przez naturę, bo będzie tylko budził kompleksy.

I dlatego jestem jego wrogiem. Ale wybiorę się na najnowszą część, by poznać bliżej nowy kierunek.
-
2008/11/11 11:02:52
P.S.

Ale miałem ubaw! Agora wyprodukowała antyspam na swoim Bloxie. Powódem dla którego wycinał on mój komentarz, było umieszczenie słowa "C a*sino". Chodziło mi o tytuł przedostatniego Bonda, a czerstwy (czerski) system uznał to za spam. Stąd napisałem tylko royale (też bałem się, że uzna to za spam).
-
2008/11/11 13:50:14
A ja sie wyłamię z tego piania o Bondzie. Nigdy nie lubiłem tych filmów i nigdy nie wydałbym kasy na bilet do kina na taką chałę. Scenariusza schematyczny do bólu, same archetypy, które rozkodowuję po 5 minutach oglądania - po co tracić na to czas?? Do kina to się chodzi po jakieś emocje i przeżycia, a nie po to żeby ogłądać 35 odcinek "Mody na sukces". Bond jest jak proszek do prania Ariel - ładnie oparkowany i skuteczny marketingowo, ale jego treść tak jak reklamy Ariela jest całkowicie wtórna.
-
2008/11/11 14:00:12
Ty, Ostatnie tango w paryżu, nie bądź taki nerwowy.

Też cenię poważne dramaty, ale niekiedy lubię popatrzeć jak Bruce Willis boso opanowuje biurowiec i z uśmiechem na ustach rozwala złoczyńców.
-
2008/11/11 16:12:36
@Takijedengość
Już mialam rozpocząć poszukiwania. Wczoraj wieczorem się nawet zastanawiałam, gdzie się podziałeś. :)
Pamiętam tę scenę z Royale. Z lekka naciągana, chociaż niebrzydka. ;)

@j.peter
Rozumiem, że chadzasz jedynie na - tak mało przecież popularnego - Almodovara?
A tak serio - po co tracić czas? Mało wymagająca intelektualnie, ale widowiskowa rozrywka, od czasu do czasu smakuje. Call me shallow, ale ja to lubię.
-
2008/11/11 16:13:38
Ja nerwowy?? Pisałem to popijając z pełnym spokojem południowe cafe latte ;-)
Co do "odmóżdżająco-rozrywkowych" filmów, to wolę już jakiś musical lub thriller, a Bruce Willis najlepszy jest w Pulp Fiction :)
Cała ta gadżetomania Bonda i jego standardowe triki są już strasznie nużące. Myślę, że to świetnie działało na jakieś 10 sequeli nakręconych w czasie Zimnej Wojny.
Bondowi przydałoby się teraz jakieś gruntowne "przewietrzenie" w duchu postmodernistycznego kina - gdyby za nową część wziął się David Lynch, Tarantino, Spike Lee, bracia Coen czy nawet Woody Allen, to z chęcią bym się wybrał do kina.
-
2008/11/11 16:24:56
@eirena
Nie, nie chadzam jedynie na Almodovara ;-) Czasem też lubie pojeść popcorn i obejrzeć Batmana. Chodziło mi jedynie o ton Twojego wpisu, z którego można było odnieść wrażenie, że to jakiś obciach nie pobiec do kina na nowego Bonda...
-
2008/11/11 16:31:34
@j.peter
Nie, nie uważam że to obciach. Szanuję to. ;) Ale za to uważam, że żeby się o jakimś daniu wypowiadać, trzeba go posmakować.
-
2008/11/11 16:47:17
Nie mogę znaleźć papeterii, możesz mi pomóc?
-
2008/11/11 16:49:16
@Dominik
Miałam to pierwsza wykorzystać. Damn you!
-
2008/11/12 23:33:10
Świetna analiza! Szczera prawda.. to właśnie z tych wszystkich powodów Mr. Bond jest taki fajny. Bond to nie tylko pure entertainment.. całe szczęście.
-
2008/12/05 16:32:42
Jestem już po obejrzeniu nowego Bonda.

Bond to marka, wciąż zgadzam się z tą tezą. A skoro tak - tym gorzej dla pojęcia "marka". Kiedyś odbierałem to jako luksus, nie tylko materialny. Cel, do którego człowiek aspiruje.

Marką, w moim pojęciu, był każdy poprzedni Bond, kreowany przez innych aktorów. Dotąd Bond był inteligenty, tajemniczy i zabójczy. Kiedy oglądałem kolejne części, myślałem sobie, że chciałbym taki być. Imponowali mi ci faceci. I wiarygodne było to, że kobiety tak ich pragnęły. Bo kobiety takich pragną.

Nowy Bond, to remiks. To odgrzany pomysł tylko dlatego, że się sprzedaje. Już widziałem wściekłych i beznamiętnych mężczyzn rozwalających układy mafijno-rządowe. Ostatnio w - policzmy je - cykl filmów z Bournem, Hitman (w dodatku też z Olgą Kurylenko, ale w wersji topless i zagrała tam ciekawszą postać), a niedługo wejdzie do kin Max Payne.

To są te same pomysły. Tyle, że nowy Bond jest przy okazji idiotą. Ktoś taki nie miałby szans na posadę w wywiadzie. Bourne też do najmądrzejszych nie należy, jego dialogi są sporadyczne. A Hitman? Ten człowiek w ogóle nie mówi!

Nadal motorem "marki" są mężczyźni. Rola kobiet w ich otoczeniu się tylko zmieniła na sztuczną-wojowniczą. Ale mężczyźni ci są prostakami, tępakami. Może ktoś mi odpowie - czy naprawdę ludzie aspirują do bycia kimś takim? Czy kobiety pragną takich mężczyzn? Naprawdę świat się tak zmienił? Włączając radio komercyjne wiem, że społeczeństwo idiocieje. Ale czy już nie pragnie się chociaż bycia mądrym, elokwentym, z dobrą dykcją (pamiętacie jak nowy Bond się przedstawiał: "Wąn, Żejm Wąn"?)

Eierena pisała w innym wpisie, że Daniel Craig w roli Bonda "kręci" ją mocno. Ja na Twoim miejscu bym się go bał - każda kobieta, z którą się zadał, była potem torturowana i mordowana w straszliwy sposób (co uważam za idiotyczne). A mimo to każda następna robiła maślane oczy. Ja tego nie kupowałem, ale może faktycznie dziś to jest realne?

Cały czas patrzę na Bonda z punktu widzenia "marki". Czy to nasze potrzeby i ambicje drastycznie zmalały, czy producentom brak pomysłów? Bo przecież wiadomo, że jak Bond używa telefonu, to widz ma pomyśleć "Kurde, chce być jak on oraz mieć taki fajny telefon". A kobieta: "fajnie znać faceta, który używa takiego gustownego telefonu, bo pewnie ma taki sam FAJNY styl jak Bond".

Panie: chciałybyście znać kogoś takiego jak nowy Bond?
Panowie: naprawdę chcecie być jak dzisiejszy Bond?

Ja nie. Odpowiedź uzasadniłem powyżej.