|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Pride&Glory testuje blogosferę
Pewnie część z Was widziała spot z Szymonem Majewskim, którego autorem jest agencja Pride&Glory. Ci, którzy nie widzieli, albo chcą zobaczyć jeszcze raz, voila: Spot niezły, mi się podoba, ale warto zastanowić się nad innym aspektem kampanii. Agencja chce pokazać siłę blogosfery. Jak pisze Dawid Szczepaniak na blogu Pride&Glory: "Mi osobiście marzy się jednak, by najsilniejszą stroną tej kampanii było zaangażowanie blogosfery. Wierzę, że wykorzystując blogi jako główny nośnik przekazu jesteśmy w stanie stworzyć nie tylko szeroki zasięg kampanii, ale przede wszystkim zaangażować Waszych czytelników do realnego działania - oddania 1% podatku na rzecz programu. Chciałbym za kilka miesięcy napisać, że blogosfera spowodowała znaczący wzrost wsparcia finansowego w tym roku. Zachęcenie do powołania do życia, to jedna z zachęt do odwiedzenia strony kampanii, na której można zaproponować kolejnych bohaterów. I znowu z bloga agencji: "Kampanię uzupełnia możliwość zaproponowania bohatera kolejnego spotu reklamowego programu Równe Szanse. Historia Szymona Majewskiego, właściciela objazdowego teatru lalek, ktory nigdy nie został cenioną postacią telewizji, ma być inspiracją. Kayah w chórze w małej wiejskiej parafii? Czarek Pazura jako wodzirej w remizie? Kim mogłyby stać się znane osoby, gdyby w dzieciństwie ktoś nie pomógł rozwinąć ich talentów?" Powyższe to akurat najbardziej chyba przyciagająca część kampanii (ludzie kochają konkursy), ale tak szczerze uważam, że cel jak największych przychodów z 1% się nie uda. Dlaczego? Wydaje mi się, że z kilku powodów: - słaba promocja idei. Codziennie przeglądam blogi marketingowo-reklamowe i nie natrafiłam. - wiele z blogów o tematyce mediowo-reklamowej prowadzone jest przez pracowników agencji. A tu mamy konflikt interesów. - brak zachęty dla blogerów. Większość piszących byłaby pewnie bardziej zachęcona do podjęcia tematu, gdyby coś dostała - wjazd na plan, ekskluzywne materiały spoza planu, making of, itp. - niespójność. Stawiamy na blogosferę, ale reklamujemy się wszędzie. Chwila, moment, już wyjaśniam. Rozumiem, że postawienie na kampanię tylko na blogach to udupienie - za przeproszeniem - fundacji jeśli chodzi o 1%. Ale jeśli stawiamy na blogosferę, to zróbmy materiały do internetu - np wywiad z lalkarzem Majewskim, albo bloga, na którym Majewski pokazuje "sztuczki" z poruszaniem lalkami. Mogą być proste, np - tak się podnosi lewą nogę i prawą rękę. Jedziemy z absurdem. - powszechny problem z 1%. Nic nie kosztuje, a jest słabo. A może się mylę? Co o tym myślicie? Materiały: wtorek, 21 kwietnia 2009, eirena
TrackBack
Komentarze
2009/04/21 20:54:44
Taki Jeden Gosciu :) Wiekszosc kampanii spolecznych powstaje bro bono - agencje nie pobieraja za to wynagrodzen. Przynajmniej ta kampania tak powstala.
2009/04/21 21:49:54
Hej, Bro! I przestrzeń reklamowa w mieście też jest bro?
A jeśli już coś jest bro, to przeczytaj niedawny wątek o kampanii nt. przemocy domowej. 2009/04/22 18:21:00
Byłem na KrakSpot kiedy Dawid opowiadał o tej kampanii. Wszystko miało na celu przygotowanie reklamy dużo mocniejszej w przekazie niż poprzednia, która nie wiele pomogła.
IMHO udało się. ...a pride&glory (nie lubie tej nazwy) jest na mojej ulicy ;) 2009/04/30 13:29:45
ja akurat nie widzę potrzeby takich akcji. Wydaje mi się, że ktoś powinien się ocknąć że mamy aktualnie 2009 rok i szkoła na wsi ma się dużo lepiej niż kiedyś - coraz lepsze warunki, niż w niejednej szkole mniejszych miejscowości, mniej liczne klasy, więcej uwagi, lepsza atmosfera. A do kina czy teatru można zawsze podjechać do miasta. Ile było już takich szkół, które odgórną decyzją miały być zamykane ale rodzice walczyli żeby zostały i dalej funkcjonują ku radości i zadowoleniu uczniów i ich rodziców.
|
W metrze, na dworcu i na ulicy grono billboardów prześcigających się techniką o nasz 1%. Kazda organizacja pożytku publicznego próbuje przekonać, że ona ten procent wyda najlepiej. Żadna też nie wspomina ile wydała na tę promocję, zwłaszcza, że niektóre zaczęły akcję już marcu.
Ja byłbym zainteresowany zobaczyć inny przelicznik: ile dzieci mogło zjeść obiad za ten billboard.
Cały ten pomysł wydaje się być chory. Lewica optuje za zwiększeniem działki do 2%, a nikt nie ma odwagi się temu sprzeciwić - wszak byłby wtedy pasibrzuchem bez miłosierdzia dla tych maleństw. Można sobie już teraz wyobrazić jak zaostrzy się konkurencja, gdy podwoi się możliwe dochody.